Kategorie: Wszystkie | biżuteria | haft | pozostałe | szycie
RSS

biżuteria

sobota, 26 października 2013

Siedzę, dłubię i nie mam czasu robić zdjęć. Czy raczej, zdjęć biżuterii robić nie lubię, bo rzadko wychodzą tak, żebym była naprawdę zadowolona, obrabianie ich nudzi mnie niemiłosiernie, więc znajduję sobię tysiące ciekawszych rzeczy do roboty. Jak naprzykład kolejną parę kolczyków;P Ale kiedyś to wszystko obfocić trzeba, więc zebrałam się w sobie i nadrobiłam zaległości. Podzielę je chronologicznie i tematycznie, na dwa wpisy.

Na Etsy można robić coś o nazwie treasury: zbiera się 16 przedmiotów, najlepiej żeby miały jakąś cechę wspólną, i taką kolekcję się upublicznia, żeby inni też mogli wasze znaleziska obejrzeć. No i naszło mnie raz na zrobienie takiego zbioru, utrzymanego w temacie kruków. Poszperałam, popatrzyłam i ułożyłam (jakby ktoś chciał obejrzec, to tutaj ). I przyszło mi do głowy, że w sumie kruki to moje ulubione ptaki, a ja jeszcze niczego z nimi nie zrobiłam! Oburzyłam się strasznie na samą siebie, pobazgrałam, polepiłam i mam: dwa naszyjniki i parę kolczyków, ale te ostatnie muszę jeszcze wykończyć, więc ich nie pokażę. Od ulubionych ptaków doszłam, naturalną koleją rzeczy, do ulubionych ssaków, więc zrobiłam jeszcze wisiorkonaszyjnik z wilkiem. I się ucieszyłam, ponieważ wszytko wyszło naprawdę fajnie :) A po zrobieniu zdjęć posmutniałam, bo okazało się, że jeden z kruków należy do tych przedmiotów, którym zrobienie dobrego zdjęcia mnie przerasta, więc musicie mi uwierzyć na twarz, że w naturze wygląda 5 ( a może i z dziesięć) razy lepiej i w ogóle jest ładny!

A zacznę dziś od tyłu, coby nudno nie było;P

naszyjnik z fimo i woskowanego sznurka bawełnianego, z ręcznie robionym brązowym zapięciem

Tło wilczka jest bardzo ciemno fioletowe, ale aparat jakoś odmawiał uwiecznienia właściwego koloru, a przy obróbce, jak kolor tła uzyskiwałam odpowiedni, to cała reszta wyglądała... kijowo.

naszyjnik z fimo i woskowanego sznurka bawełnianego, z ręcznie robionym brązowym zapięciem

Miki, oczywiście, używałam ;P Ale za to sam wilk jest w całości z fimo, nie malowałam go niczym, tylko dłubałam z mieszaniem kolorów jak dzika. Ale z efektu jestem zadowolona, warto było dostawać oczopląsu i spędzić nad samym wilkiem z 1,5 - 2 godziny.

naszyjnik z fimo i woskowanego sznurka bawełnianego, z ręcznie robionym brązowym zapięciem

Wisi toto sobie na woskowanym sznurku bawełmnianym długości jakichś 60cm, w związku z czym razem z zapięciem całośc ma 63 cm. Wszystko (poza sznurkiem;P) robiłam od podstaw.

naszyjnik z fimo i woskowanego sznurka bawełnianego, z ręcznie robionym brązowym zapięciem

A to jest ta ofiara mojej nieumiejętności w fotografowaniu biżuterii... Tło ma w takim samym kolorze jak wilk.

naszyjnik z fimo i woskowanego sznurka bawełnianego, z ręcznie robionym brązowym zapięciem

On naprawdę wygląda dużo lepiej na żywo! Miki mu nie pożałowałam, jest i w zawijasach na tle, i na samym kruku, żeby połyskiwał niebiesko-zielono, jak to kruki mają w zwyczaju.

naszyjnik z fimo i woskowanego sznurka bawełnianego, z ręcznie robionym brązowym zapięciem

To zdjęcie jest chyba najlepsze... Wisi (znaczy się kruk, nie zdjęcie) na sznurku takiej samej długości jak wilk.

A teraaaaz, kruk, który powstał jako pierwszy( no dobra, kolczyki były wcześniej, ale że ich tu nie ma...), który wykazuje jedną, ale za to zasadniczą różnicę w porównaniu ze wszystkim, co jak do tej pory zrobiłam ;P

Naszyjnik z fimo, woskowanego sznurka bawełnianego i brązowego łańcucha wykonanego metodą chainmaille.

Tu niebardzo to widać, ale zachciało mi się plątania kółeczek... i spodobało mi się to okropnie! W odróżnieniu od wire wrappingu, chainmaille NIE przyprawia mnie o ciężką cholerę. Właściwie, to całkiem miło się nad takim łańcuszkiem siedzi.

Naszyjnik z fimo, woskowanego sznurka bawełnianego i brązowego łańcucha wykonanego metodą chainmaille.

Jak widać, jestem skąpa ;P Siedzi się nad łańcuchem może i miło, ale za to drutu w to wchodzi tyle, że ja nie mogę, więc w połowie doszłam do wniosku, że zrobię właśnie tak, dzieląc łańcuch sznurkiem.

Naszyjnik z fimo, woskowanego sznurka bawełnianego i brązowego łańcucha wykonanego metodą chainmaille.

Każda z krótszych sekcji łańcucha zawiera w sobie po 26 ogniw. Całość ma długośc 51cm ( z czego na część długości składa się sam kruk), a i tak w nowo napoczętej rolce drutu zaczyna być widac trzpień, na który tenże drut jest nawinięty. Drutu było 9m... Myślę, że zeszła mi na to może i nawet połowa. 4,5 metra na taki krótki łańcuch. Drutu z tej rolki używałam co prawda wcześniej, ale niewiele. Na przykład na łańcuszki do tych kolczyków, co ich tu nie ma:P Splot do nich wybrałam dośc trudny, ale nie mogłam się powstrzymac, kiedy zobaczyłam, że nazywa się toto wrona... ;P Przy naszyjniku go nie użyłam, bo zbyt drutożerny. Dłuszże fragmenty to dos equis, a krótsze to double lace, zwane również, uwaga, uwaga: jellybeans on parade :D Żelki na paradzie :D uwielbiam niektóre nazwy splotów :D

Sam kruk jest z fimo, pomalowany miką żeby się mienił, jak to kruk.

Siedziałam nad nim  jakieś 6 godzin. Ale warto było, według mnie :) Wystawiłam go na Etsy i nawet mi paluszek nie dygnął, kiedy wklepywałam cenę 30 funtów. W sumie, biorąc pod uwagę spędzony nad nim czas, powinnam była wpisac 39, ale porównanie cen wyszło mi niekorzystnie. Jak się nie sprzeda, to nie będę odnawiac, tylko go sobie zostawię, a co!

***

I jeszcze przekonałam się dziś, że mam tendencje masochistyczne. Zrobiłam też coś, co w założeniu miało byc wisiorkiem z żar-ptakiem, czy innym feniksem. Miałam mu, po utwardzeniu, dorobic cupideusza i wypiec raz jeszcze, ale naszło mnie na oplątanie go drutem... Tak: wiem, że wire wrapping doprowadza mnie do stanu co prawda bardzo ożywionego, ale już niekoniecznie pozytywnego, a i tak się za to biorę... Tak więc spędziłam dziś ładnych parę godzin nad tą ognistą cholerą i jeszcze jej nie skończyłam... Ciekawe, czy ja ten pomysł wspaniały przeżyję, czy zejdę na ciężki przypadek nerwicy...

Miłego weekendu!

Gardi :)

poniedziałek, 21 października 2013

:D :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D!!!!!!!!

Właśnie, dziś dokładnie, sprzedałam pierwszą parę kolczyków na Etsy!!! JUUUUHUUUUUUUUUUUU!!!!!!!!!!!!! Pisałam, że ekstatycznie?? Pisałam! To się nie czepiać! Za ekstazą podąża radosny chaos i tak tu dziś będzie :D I naprawdę krótko, bo nowych zdjęć nie mam, więc poza samochwalstwem niczego więcej uskuteczniać dziś nie będę :D

Nietoperki się sprzedały:D

O, te, o:

kolczyki z czarnego fimo, w formie odpoczywających nietoperzy

Teraz czekam tylko, aż mi kupująca potwierdzi adres do wysyłki, bo jakiś taki podejrzanie przemysłowy, i nietoperze zmienią miejsce zamieszkania :D

Ha! Jeszcze z dumy całkiem nie popękałam, ale niedużo mi brakuje ;P

I to by było na tyle :D

Gardi :D

Mam nadzieję, że wam ten tydzień zaczął się równie miło, co mnie :D

piątek, 11 października 2013

Jak wskrzeszać blog, to wskrzeszać blog.

Starych rzeczy mam jeszce sporo, ale ze dwa dni temu zrobiłam nowe, to jak na razie dam sobie spokój z tymi wykopaliskami i pokażę coś świeżego :) Ostrzegam od razu, że weny do pisania to ja dziś za grosz nie mam, więc się proszę nie dziwić, jak będzie nieskładnie mocno. I krótko. Znaczy, krótko jak na mnie.

A zanim przejdę do rzeczy, to jeszcze napiszę, że się zastanawiam, czy by sklepowi mordoksiążki nie założyć, ale ilość osobistych danych jakich rzeczona wymaga do utworzenia profilu mnie odrzuca na mile, więc się waham okrutnie. Niby wiem, jakie by to mogło przynieść korzyści, ale ja po ulicy jakoś z danymi osobowymi wypisanymi na czole nie chadzam i w sieci tego także robić nie zamierzam, a nie da się założyc tzw. strony firmowej bez posiadania strony osobistej. A ja jestem aspołeczna i się gwałtownie uspołeczniać nie zamierzam. Dziwne, że im rozmiar buta nie jest potrzebny, ani waga przy urodzeniu:/ Uhh! Za to postanowiłam wykorzystać to, że google przy zakładaniu maila od razu zakłada profil na google+, pogmerałam, okazało się, że strony firmowej z osobistą(na której, na szczęście niczego w sumie pokazywać nikomu nie muszę, a i tak się na kryminalistkę zrobiłam i zamiast nazwiska mam inicjał, czego ryjoksiążka nie dopuszcza...) powiązywać nie muszę, więc może sobie ona tak tkwić w oderwaniu i konto sklepowi na g+ założyłam. Nie bardzo co prawda jeszcze wiem, z czym to się je, ale spróbować nie zaszkodzi ;) Przynajmniej mi się tak nachalnie w prywatność nie wpycha.

A co w końcu z mordoksiążką zorbię to nie wiem. Zapewne nic.

No dobra, starczy tego jojczenia.

Zaczniemy Halloweenowo.

Kolczyki w kształcie kotów wykonane z czarnego fimo, z elementami pomalowanymi akrylami i pigmentami na bazie miki

Doszłam do wniosku, że dwie Halloweenowe rzeczy to za mało i dorobiłam jeszce tę parę kolczyków. Miałam w planach jeszcze coś, ale o tym to zaraz.

Kolczyki w kształcie kotów wykonane z czarnego fimo, z elementami pomalowanymi akrylami i pigmentami na bazie miki

Kotki z czarnego fimo, z oczami pomalowanymi farbami akrylowymi z domieszanymi pigmentami na bazie miki. Uzależnienie trwa w najlepsze;) Oczywiście gotowe były tylko bigle, cała reszta wykonana ręcznie od podstaw.

kolczyki z białego, czerwonego i zielonego fimo nawiązujące do musicalu

A te kolczyki narysowałam sobie już baaardzo dawno temu... ale jakoś się nie mogłam zebrać, żeby je zrobić. "Natychnął" mnie na nie Upiór w operze... no, nie osobiście, w formie musicalu. Przy formowaniu masek myślałam, że ciężkiej cholery dostanę. Ale jakoś przeżyłam. Z przyjemnością donoszę, że otaczające mnie sprzęty oraz okna- również. O dziwo! Pięciolinię rysowałam na już utwardzonych kolczykach. Jak na mnie, to wyszła zaskakująco prosto i równo...

kolczyki z białego, czerwonego i zielonego fimo nawiązujące do musicalu

Ale za to miki nie używałam! Cud!

A teraz ta praca w trakcie...

Wisiorek/naszyjnik z fimo w kształcie medalionu z kocią głową. Pomalowany farbami akrylowymi i pigmentami na bazie miki

Zacznijmy od tego, że to nie jest takie krzywe, tylko nie chciało zwisać prosto kiedy fotografowałam i ciągle się wykręcało w bok. Trudno. To miała być ta kolejna rzecz Halloweenowa, ale jak już zrobiłam, to zgłupiałam. Otóż, miałam w planach nanizać na sznurek czarne i zielone, albo czarnozielone koraliki, ale teraz nie jestem pewna, czy by to dobrze wyglądało. A może zostawić po prostu samo? Ma ktoś jakiś pomysł?

Miki obfitość została użyta, w połączeniu z akrylami. Aaaa.... a jak się przerzucę na drugi komputer, to jeszcze mogę się pochwalić projektem tego wisiorka, bo tak ślicznie narysowałam ;P Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że był to szybki szkic. To jak o tym nie zapomnę, to może w kolejnym wpisie...

wisiorek/naszyjnik z fimo nawiązujący do Balladyny

A to kolejna praca w trakcie. W trakcie, bo mam z nią problem identyczny jak z powyższą. Nie wiem, zostawić samą, czy dodać koraliki? To by chyba było za dużo, prawda? Jakieś zdanie na ten temat? Wisiorek czy tam naszyjnik, czy czym to tam wreszcie się stanie, się wziął z Balladyny. I też już został narysowany daaaawno temu. Niby narysowane zostały także kolczyki, ale coś mi się przestały podobać. Może narysuję nowe i kiedyś tam zrobię. I zupełnie nie wiem, czy będę go wystawiać czy nie... Kusi mnie, żeby go sobie zostawić. Upiory zresztą też, ale już wystawiłam :( Jak się nie sprzedadzą w ciągu czterech miesięcy to nie będę ich odnawiać, tylko zdejmę z etsy i już.

Jakby kogoś to jakimś cudem interesowało, to kotki tak jak i upiory są na moim etsy. Tak tylko mówię. Znaczy piszę.

Wszystko oczywiście całkiem ręcznie robione, poza sznurkiem i biglami;)

Krótko jednak nie było, ja się chyba zwyczajnie nie potrafię streszczać...

Miłego weekendu!

Gardi

piątek, 04 października 2013

Wiadomości mam dwie: jedna jest taka że, wbrew pozorom, żyję, a druga, że blog także;P Ostatniego tchnienia jeszcze nie udało nam się wydać, w związku z czym postanowiłam zakasać rękawy i ożywić nieco atmosferę udowadniając, że coś się tu jeszcze tli.

Właściwie to na samym wstępie parszywie nałgałam. Wiadomości mam więcej. Otóż, wreszcie, po zbieraniu się jak paralityk do skoku przez płotki, założyłam sobie sklep na Etsy ;P Nawet mogę linka podać, ale najpierw chciałabym zaznaczyć, że to nie ja na głowę z cenami upadłam, tylko, że siedząc na Wielkim Zgnilcu ceny także ustalam w zgnilcowej walucie, o zgnilcowe minima się opierając. Skoro to już napisałam ( a czułam takowy imperatyw wewnętrzny po tym, jak nieopatrznie, z czczej ciekawości, zmieniłam sobie walutę na złotówki, po czym przedwcześnie zeszłam na zawał. No, może nie całkowicie, ale blisko było), to linka podaję, o tutaj. A co, będę się chwalić. Tym gorzej, że całkiem bezwstydnie.

Podczas, gdy w internetach mnie się uświadczyć nie dawało, przygotowywałam się do założenia sklepu. Najpierw niemrawo (bo zostałam anemiczkiem na jakąś chwilę), a potem z większym wigorem projektowałam, robiłam, kombinowałam i stresy przeżywałam nieziemskie. W związku z tym nowych rzeczy mam sporo, ale wszystkich w tego jednego, biednego posta wciskać nie będę, bo by chyba pękł.

Część jednak pokażę, coby wpis goły taki nie był, więc ostrzegam, że zaraz zrobi się jesiennie i... Halloweenowo. Nie, to żaden falstart, tu Halloweenowe rzeczy w sklepach się we wrześniu zaczynają pojawiać, to stwierdziłam, że co mi tam, też coś w tym temacie zrobię ;)Kolczyki z fimo w kształcie księżyców oplecionych czerwieniejącymi pnączami

Kolczyki z fimo w kształcie księżyców oplecionych czerwieniejącymi pnączami

Pierwsza para, zainspirowana jesienią. Jak widać, doszłam też do wniosku ( i to dziś, parę godzin temu), że zmienię sygnaturę na zdjęciach na taką z nazwą sklepu, co chyba ma więcej sensu w przypadku przedmiotów, które w nim wystawiam.

kolczyki z fimo w kształcie liści, pomalowane pigmentami z miki

kolczyki z fimo w kształcie liści, pomalowane pigmentami z miki

Inspiracja tej pary chyba jest jasna ;) A jak już pisałam o nowościach, to zapomniałam wspomnieć, że wreszcie kupiłam sobie pigmenty na bazie miki i teraz prawie wszędzie je dodaję ;P Te kolczyki również są nimi pomalowane, oczywiście.

Naszyjnik z fimo i woskowanego bawełnianego sznurka w kształcie liści i pnączy, pomalowany pigmentami na bazie miki

Naszyjnik z fimo i woskowanego bawełnianego sznurka w kształcie liści i pnączy, pomalowany pigmentami na bazie miki

Tu oczywiście pigmenty także były w użyciu. Na głównym liściu mniej, boczne prawie całkiem nimi obsypane, pnącza, czy jak tam te zawijaski nazwać, również podkreśliłam miką. No uzależniłam się i tyle ;)

naszyjnik w kształcie lecącego nietoperza wykonany z fimo i woskowanego bawełnianego sznurka

naszyjnik w kształcie lecącego nietoperza wykonany z fimo i woskowanego bawełnianego sznurka

Pigmentów użyłam także na tym nieszczęsnym nietoperku, będącym pierwszą z Halloweenowych rzeczy ;P Kolejną są kolczyki. Wszystko tutaj(w sensie, że każdą z pokazywanych rzeczy) wykonałam ręcznie, bez użycia żadnych form ( to znaczy, sznurka nie plotłam, bawełny na niego nie sadziłam, bigli też sama nie wyginałam). Zapięcie też zrobiłam sama, i odnosi się to także do naszyjnika z listkami.

kolczyki w kształcie odpoczywających nietoperzy, wykonane z fimo, zawieszone na brązowych kółkach i posrebrzanych biglach

kolczyki w kształcie odpoczywających nietoperzy, wykonane z fimo, zawieszone na brązowych kółkach i posrebrzanych biglach

Dalej Halloweenowo. Tu, uwaga, uwaga, pigmentów nie użyłam! I jest to jedyna z przedstawionych rzeczy, którą taki zaszczyt kopnął ;) Co się przy nich nadłubałam to moje, ale wyszły całkiem fajnie, niestety nie umiem im zrobić dobrego zdjęcia :(

kolczyki ze srebrnego, niebieskiego i miedzianego fimo, zawieszone na brązowych kółkach i posrebrzanych biglach

kolczyki ze srebrnego, niebieskiego i miedzianego fimo, zawieszone na brązowych kółkach i posrebrzanych biglach

Zasadniczo w projekcie było założenie takie, że te srebrne części to miały być ostrza i nawet tak wyglądały, dopóki nie dodałam kwiatków. Kwiatki je zasłoniły, sierpowatych ostrzy nie widać, a ja zostałam z ręką w nocniku (na szczęście nie dosłownie ;P), bo w związku z tym nie wiem, jak te kolczyki nazywać. Mika oczywiście użyta, w ilościach niemal hurtowych.

Te pigmenty sa genialne, nadają takiego fajnego, metalicznego połysku:D

Muszę powiedzieć, że założenie sklepu mi jak na razie właściwie samych przyjemnych doznań dostarcza (mimo tego, że jeszcze niczego nie sprzedałam), tylko pisanie regulaminu i tego parszywego "About"(o sklepie, co, jak, po co i dlaczego) było koszmarem, ale szczęśliwie dostępu do Rosenrot mi nikt nie ogranicza, więc zwariowałam co najwyżej tylko połowicznie ;) A to głupie About też w końcu wyszło całkiem fajnie i teraz normalnie dumna jestem z tego, jak wygląda.

Powstrzymuję słowotok i obiecuję pisać częściej niż raz na rok ;)

Gardi

środa, 31 października 2012

Oooooj daaaawno mnie tu nie było, dawno. Aura nie napawa do jakiejkolwiek aktywności, a do tego zaczęłam podejmować energiczne działania celem założenia sklepu z moimi potworkami, jak również maluję dwa obrazy jednocześnie, z czego jeden ma ponad metr na każdym boku i ma być to pejzaż... nie lubię malować pejzaży i nie mam żadnego doświadczenia z takimi formatami...a ten drugi, to akrylowy portret pewnego faceta... z akrylami jakoś się nie dogaduję a w malowaniu/rysowaniu mężczyzn również niemal nie mam doświadczenia, bo ci co ich mam pod ręką (od pewnego momentu w zastraszającej liczbie: jeden) to się do pozowania tak nadają, jak kozi zad do zostania pewnym instrumentem dętym... przez 5 minut na tyłku bez ruchu nie usiedzą, co jest dobre przy szybkich szkicach, ale o poważniejszych portretach/studiach można pomarzyć. Tyle dobrego że aż RAZ na jednych zajęciach z rysunku nam dali męskiego modela, to rysunki, które wtedy zrobiłam zachomikowałam skrzętnie i jakby co, mam jakąś podkładkę w kwestiach anatomicznych. A swoją drogą, ten portret jak na razie nie wygląda tak bardzo źle... ciekawe, kiedy sknocę...Jakby to wszystko jeszcze nie wskazywało wyraźnie na to, że kiedyś musiałam się galancie w łeb huknąć, wynikiem czego nie działa on zbyt poprawnie, to dodam też, że jednocześnie z malowaniem wyżej wspomnianych tragedii robię biżuterię, jak również pudełka na nią(bo sobie tak wymyśliłam, że będę miała moje własne, najwłaśniejsze pudełka, a nie kupne. To by było zbyt proste przecież) i niedawno skończyłam jedną rzeźbę, a już robię kolejne dwie, i to w parze!

Aaaaaa. I tłumaczę „Dusiołka”. Na angielski.... z moim brakiem talentu do poezji... wzięłam się za tłumaczenie Leśmiana. No wada mózgu, inaczej być nie może. W sumie to już w liceum było wiadomo, nawet w gazetach pisali o „genetycznych wadach mózgu”:> Juli zapewne pamięta, o czym ja tu teraz...

No a przedwczoraj skończyłam kolejny komplet biżuterii :) Następny z masy papierowej, coby od fimo odpocząć i mi wyszedł, moim zdaniem, całkiem fajnie. Okropnie jestem z niego zadowolona, co jest pewnym problemem, bo robiłam go z myślą o sprzedaży, a za każdym razem kiedy zrobię coś, co mi się naprawdę podoba, to mam problem, żeby się z tym rozstać. Jak nikt nie będzie go chciał, nie będę rozpaczać ;P

Komplet składa się z kolczyków, wisiorka i bransoletki

Komplet biżuterii z masy papierowej, malowany farbami akrylowymi i zabezpieczony wodoodpornym werniksem

Bransoletka jest pokaźna, ale obliczona na chudzielca. Z doświadczenia wiem, że jak ma się nadgarstki takie jak moje, to kupienie jakiejkolwiek graniczy z cudem, bo albo różowe w hello kitty czy inny badziew, albo spadają. Komplet robiłam dokładnie taką samą techniką, jak trzy poprzednie. Jak kogo to interesuje, to niechaj poczyta tutaj, bo jak jeszcze będę poszczególne kroki opisywać, to z tego wpisu moloch wyjdzie nieprzeciętny. Znowu.

Bransoletka z masy papierowej, malowana farbami akrylowymi i zabezpieczona wodoodpornym werniksem

O, ze wszystkich czterech stron ujęta...znaczy, cały obwód widać, że się tak wyrażę.

Obwód wewnętrzny to jakieś 16- 17 cm, a wewnętrzna średnica jakieś 5,5. Ścianki mają średnio 1.5 cm grubości, całość wysoka na mniej więcej 3.5 cm. Wszystkie części zestawu pomalowałam akrylami i zabezpieczyłam wodoodpornym lakierem.

Wisiorek z masy papierowej, malowany farbami akrylowymi i zabezpieczony wodoodpornym werniksem

Wisiorek ma średnicę jakichś 5.5 cm i, jak widać na załączonym obrazku, całość składa się z dwóch części. Koralik znajdujący się nad głównym elementem jest wysoki na mniej więcej 1.5 cm. Główna część nie jest idealnie płaska, tylko lekko wyprofilowana- zagina się do środka. Nie jest to może efekt przeze mnie zamierzony, ale akurat tak się złożyło, że dobrze to wygląda, więc trzymajmy się wersji, że to objaw mojego geniuszu był, zostawienie mokrej, dosyć cienkiej warstwy papieru żeby sobie schła, bez żadnego obciążenia;)

Wisiorek z masy papierowej, malowany farbami akrylowymi i zabezpieczony wodoodpornym werniksem

W lekkim zwisie, na nie całkiem ostrym zdjęciu...

Koralik lata sobie luźno na bawełnianym sznurku, na którym całość podynduje. Znaczy lata luźno, dopóki się wisiorka na szyi nie uwiesi, bo wtedy sznurek się, że tak powiem, rozjeżdża i trzyma go w miejscu. Razem ze sznurkiem całość wisi na długość 31 cm.

Kolczyki z masy papierowej, malowane farbami akrylowymi i zabezpieczone wodoodpornym werniksem

Kolczyki mają średnicę 4 cm, a całość z kółkami, ale nie licząc bigli, dynda na długość 5 cm.

Kolczyki były chyba najtrudniejsze do zrobienia, głównie z powodu konieczności odpowiedniego uformowania tych grubaśnych zawijasków. Nie wyszły, oczywiście identyczne, to by było zbyt piękne, ale generalnie nie narzekam na wynik moich starań.

Kolczyki z masy papierowej, malowane farbami akrylowymi i zabezpieczone wodoodpornym werniksem

Były z zadyndnięciu, no to teraz na plask.

Kiedy zabierałam się za ten komplet, wiedziałam dokładnie jakie kształty chcę uzyskać i jakie wzory, ale za to nie miałam pojęcia co do kolorów. W końcu postanowiłam nie kombinować, tylko machnąć je na czerwono, czyli jeden z moich ulubionych kolorów, a wystające elementy pociągnąć złotą farbą. Klasyczny zestaw kolorystyczny, aż do wypęku niemalże. Kiedy już pomalowałam pierwszy kolczyk, doszłam do wniosku, że można by dodać nieco głębi, boki oraz najbardziej wklęsłe (mam nadzieję, że ktoś wie o co mi chodzi, bo dla mnie samej to brzmi idiotycznie;P) części podmalowując farbą karminową. Której na zdjęciach w sumie nie widać.

Ograniczenie się do dwóch właściwie kolorów było chyba dobrym posunięciem przy takiej ilości zawijasków. Uważam, że jakimś cudem udało mi się nie naćkać i nie przekombinować :D

To tyle na razie. A, prace na konkurs złożyłam i teraz czekam nerwowo na rozwiązanie onegoż. Zobaczymy, jak to będzie.

Gardi.



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5