Kategorie: Wszystkie | biżuteria | haft | pozostałe | szycie
RSS
piątek, 09 marca 2012

   Jakieś dwa tygodnie temu przypomniało mi się, że gdzieś w domu mam trzy kamee. Kiedy je zamawiałam, nie miałam sprecyzowanych planów, ale wiedziałam jedno: na pewno w czarnym sutaszu! Po czym... zapomniałam takowego zamówić! Żeby to raz... Okazji do nadrobienia niedopatrzenia było od tamtego czasu sporo, ale zawsze dopiero po fakcie orientowałam się, że znowu zapomniałam. Pamięć wypisz, wymaluj jak u kury- dobra, ale krótka, co nieraz już dawało mi się we znaki. Kamee leżały więc, obrastały kurzem, aż postanowiłam, że dość! Czarnego sutaszu jak nie było, tak nie ma, ale trzeba coś z nimi zrobić. No i się zaczęło...

   Pierwszy problem jaki pojawił się przy tworzeniu zawieszki, wziął się z tego, że ZAWSZE, ale to ZAWSZE robiąc projekt czegokolwiek, co wykonane ma być z sutaszu, nie biorę pod uwagę pewnej drobnej właściwości rzeczonego materiału: otóż, i tym stwierdzeniem chyba nie odkryję Ameryki, jest to sznurek. Sznurek, o dosyć charakterystycznym przekroju. Prostokątnym. W związku z czym, należałoby chyba brać pod uwagę, że będzie zachowywał się w pewien określony sposób. Inaczej, niż miękkie, okrągłe sznureczki. Mam rację? Ano mam. Więc, ja się pytam grzecznie, czemu, u diabła, nie mogę o tym pamiętać przy projektowaniu?!? Ile by mi to zaoszczędziło irytacji....

   Oczywiście,także tym razem raczyłam całkowicie olać właściwości sutaszu, co doprowadziło do tego, że z projektem zawieszka ma wspólnego tyle: centralnym elementem jest kamea, sutasz jest biały, a dodatkowe elementy to onyks i czarne, szklane koraliki.

biały sutasz, kolraliki, onyks, kamea

   Projekt opierał się na stylistyce barokowej, i taka też zawieszka miała być. Z mnogością form, zawijasków, spirali, fal, achów i ochów. Może dałoby się uzyskać taki efekt, o jaki mi chodziło, ale na pewno nie tak, jak planowałam zrobić to ja. I w zasadzie podejrzewam, że mimo wszystko konieczność zmiany projektu wyszła zawieszce na dobre. Inaczej prawdopodobnie bym przekombinowała, co często mi się zdarza.

   Wykonana została z, jak już wspomniałam, białego sutaszu, koralika onyksowego, szklanych czarnych koralików (które nawiasem mówiąc, wycyganione dawno temu od babci, są starsze ode mnie :P), oraz kamei z diabli wiedzą czego. Owo diabli wiedzą co ma jedną, irytującą właściwość: mój super, hiper klej, który świetnie klei szkło, metale, papier, tkaniny wszelakie, drewno, plastik, porcelanę, palce, skórę oraz włosy a ponadto tańczy, śpiewa i parzy kawę, nijak nie mógł sobie z nim poradzić. Ale zwalczyłam draństwo! Siedzi mocno i nigdzie się nie wybiera! Idealny okazał się zestaw: cała masa kleju, aż przeciekającego przez filc na drugą stronę i... wylot powietrza (czy jak to tam się zwie) od laptopa:D Termofilny klej, pracowicie obchuchiwany gorącym powietrzem, wreszcie związał. A ja odetchnęłam z ulgą i mogłam brać się do dalszej pracy.

   Tył niezbyt-barokowej zawieszki podklejony jest czarnym filcem, tym razem całkiem zamierzenie, więc spojrzenie nań nie wywołuje u mnie zgrzytania zębami

biały sutasz, kolraliki, onyks, kamea

Dodam tylko, że zdjęcie robione było chwilę po podklejeniu, więc filc jeszcze nie obciachany porządnie, no i klej prześwieca. Ale czekać mi się nie chciało, robić drugiego zdjęcia- też nie.

   Na szczęście, większe problemy skończyły się na projekcie i problemach z przymocowaniem kamei, dalsza praca przebiegała prawie bez zastrzeżeń, a z efektu końcowego jestem, zaskakująco jak na siebie, zadowolona. Całość, łącznie z cupideuszem, mierzy sobie jakieś 4,8 cm długości i jest leciutka.

   Ale nie ma tak dobrze, żebym podeszła bezkrytycznie do czegoś, co zrobiłam własnoręcznie, a więc wytykam: cupideusz mi się troszeczkę w trakcie pracy sibnął na bok, więc nie jest przymocowany idealnie na szczycie zawieszki, tylko przesunięty o jakiś milimetr, czy nawet 1,5 w lewo, ale nie rzuca się to jakoś bardzo w oczy, więc ścierpię to niedociągnięcie, spruwać mi się nie chciało. No i jedna z dolnych spirali też nie jest idealna, ale co tam.

A tak to wygląda w zwisie swobodnym, na krzywej fotce:

biały sutasz, kolraliki, onyks, kamea

Na tym zdjęciu róża na kamei ma chyba najbardziej zbliżony kolor do tego, co w naturze. Chociaż powinna mieć w sobie więcej żółtego( uprasza się o nie wizualizowanie sobie jajecznej żółci...).

   Podsumowując, i kończąc ten okropnie chaotyczny wpis, zawieszka, chociaż niedoskonała, prezentuje się, wg mnie przynajmniej, przyzwoicie i jestem z niej całkiem zadowolona. Podobała się również moim babciom i mamie, ale coś mi się wydaje, że taka już rola mam i babć, więc nie uważam ich opinii za ostateczny wyznacznik, chociaż bardzo sobie cenię:)

   A po przejściach z tymi kameami (dwie pozostałe skończyły jako kolczyki, o których kiedy indziej, bo nadal mnie po nich telepie) przez najbliższy rok się już żadnej nie dotknę! Co za problematyczne cholery!

PS

Swoją drogą, razem z zawieszką pojawił się kłopot(kolejny;P)... Otóż, doszłam do wniosku, że świetnie pasowałaby do gorsetu, którego nie mam... kupić, nie kupię, więc należało by uszyć... a, że nie posiadam tutaj takiego użytecznego narzędzia jak maszyna do szycia, to na samą myśl o tej tytanicznej pracy zimny pot mnie oblewa:P

Gardi





wtorek, 06 marca 2012

Może pisanie nie jest moją najmocniejszą stroną. Za to szycie wychodzi mi całkiem nieźle, zważywszy na fakt że pasję tę odnalazłam dość niedawno. Maszynę do szycia kupiłam przed zeszłymi wakacjami. Pierwszym uszytym przeze mnie ciuchem, jak się okazało z nie tak wielkim trudem jak myślałam, była czarna prosta sukienka.  Może jednak, póki co,  nie będę przynudzać…

Ostatnim moim dziełem jest spódniczka z wykroju Papavero.

http://www.papavero.pl/wykroje-do-pobrania/590-gotowy-wykroj-spodnica-dla-pani-h-.html

Uszyłam ją z granatowej średnio grubej bawełny, podszewkę z czarnego poliestru. Ma bardzo wysoki stan, sięga prawie pod biust. Dodatkowym atutem są przepiękne i gustowne cięcia. O jej wspaniałości ostatecznie decyduje to że znakomicie leży.

cięcia tyłu

Sama spódniczka nie wymagała wiele zmian. Musiałam lekko wyprofilować ją w biodrach, i to właściwie tyle. Proces twórczy (zwany potocznie szyciem) nie sprawiał zanadto problemów. Poszczególne części wykroju raczej do siebie pasowały, niestety nie idealnie. Nie wiem czy to wina wrodzonego lenistwa czy może raczej przeczucia, uznałam że poprawiać nie będę. A co mi tam, może być. Poza tym bawełna raczej nie miała dodatków elestanu i zabawa z wdawaniem i naciąganiem to tu, to tam spowodowałaby zapewne niebezpieczny wzrost poziomu zestresowania. 

 wygląd na ludziu

W czasie jej noszenia nie jest zalecane spożywanie obfitych posiłków. :D Mam więc w planie uszycie jej z dzianiny, to jednak daaaleeekaaa przyszłość, bo jak u każdej osoby szyjącej moja kolejka jest nieskończenie dłuuuga. 

Juli



18:16, imaginarium-trzech , szycie
Link Komentarze (2) »
sobota, 03 marca 2012

Myślałam, kombinowałam jak koń pod górkę, zastanawiałam się i wpadałam w zadumę.

Nie zdało się to na zbyt wiele, gdyż nadal nie mam dobrej sygnaturki na zdjęcia. To znaczy, niby mam, ale jednocześnie dopadł mnie barrrdzo typowy dla mojej skromnej osoby nadmiar pomysłów, z którego bezpośrednio wywodzi się tzw. kombinatoryka stosowana. W związku z czym, dodaję w ogóle nie to, co miałam zamiar.

Wygląda więc na to, że pierwszy "treściwy" wpis na tym blogu, dotyczył będzie starych (ale nie zakurzonych!) kolczyków z sutaszu. Kolczyki były bodajże trzecim moim do sutaszu podejściem i, według mnie przynajmniej, wyszły nie najgorzej. Aczkolwiek teraz zabrałabym się za nie zupełnie inaczej, nie podklejała tyłu, tylko zrobiła dwustronne. To byłoby o wiele lepsze rozwiązanie dla tego projektu. No ale, jak to mówią, człowiek uczy się na błędach.

Uwaga, pokazuję: (nie należy zwracać uwagi na bałagan na stole!! Proces twórczy wymaga ofiar;P)

czerwone, sutaszowe kolczyki

Kolczyki wykonałam z czerwonego sutaszu, onyksów, cytrynów i czegoś, co nazwałabym piaskiem pustyni, gdyby tylko nie było granatowe:P Po angielsku, w każdym razie, nazywa się toto blue goldstone i pod taką nazwą kupowałam. Na skutek błędu, mojej ówczesnej niewiedzy, zaspania czy czego tam tylko, od tyłu są one podklejone czarnym filcem. Dyndają na srebrnych kółeczkach (które, swoją drogą chyba usunę, albo dodam kolejne, bo odwracają się zupełnie nie tak, jak powinny!) i posrebrzanych biglach (nie mam tu na myśli, oczywiście, psów;P).

Jak na sutaszowe wytwory przystało, kolczyki są leciutkie. Bez bigli mierzą sobie około 6,5 cm długości i, o ile pamiętam, szyły się bezproblemowo. Różnią się między sobą nieco, ponieważ przy szyciu drugiego kolczyka trochę inaczej zawinęłam końcówki sznurka do tyłu, ot tak, w ramach eksperymentu.

sutaszowe kolczyki

Niestety, lepszych zdjęć  nie posiadam. Faktyczny kolor sutaszu odbiega nieco zarówno od tego co na pierwszej jak i na drugiej fotce. Z jakichś przyczyn aparat upiera się, żeby wszystko co czerwone fotografować jako różowe i zazwyczaj nie pomagają żadne operacje typu ustawianie balansu bieli i rodzaju oświetlenia. Ma być różowe i już! No, ewentualnie, w łaskawości swej, zgadza się na pomarańczowo- różowe. Ale czerwone? A na co to komu?!? A ja potem zgrzytam zębami i szaleję w gimpie z poziomami kolorów, saturacją i diabli wiedzą, czym jeszcze, próbując uzyskać coś choć trochę zbliżonego do oryginału.

Mam nadzieję, że za kilka dni dojdę do ładu i składu z tym całym podpisem i wtedy wrzucę zawieszkę, od której początkowo miałam zamiar zacząć :)

Dodane później: o, no i sygnaturkę mam, to jakoś w piątek dodam zawieszkę:D

Gardi

piątek, 24 lutego 2012

Cóż... po długich namysłach (trwających, jeśli wierzyć Sytri, od zeszłego lata ), wielu dyskusjach (aczkolwiek nie jakoś bardzo burzliwych ;P) oraz morzu zmarnowanego czasu zebrałyśmy się w końcu w sobie i postanowiłyśmy bloga jednak założyć. Co więcej, decyzja okazała się być brzemienną w skutki i ten oto skutek macie właśnie zaszczyt (może nieco wątpliwy, chociaż tu zdania mogą być podzielone) oglądać.

Blog ten ma być w założeniu miejscem, gdzie będziemy dzielić się ze światem tym co wychodzi spod naszych (niesamowicie zdolnych, a co!) rąk. Zobaczyć tu można będzie (głownie, ale być może nie tylko, nasz geniusz jest bowiem niezbadany;P) biżuterię, ubrania, torby i (nie bardzo wiem, jak to nazwać) wyszywane aplikacje (??)

To chyba tyle, jeśli idzie o wstęp... Pozostaje nam tylko życzyć sobie wzajemnie szczęścia i łapać wiatr w żagle!

Gardi, Juli i Sytri.

 



00:31, imaginarium-trzech
Link Komentarze (1) »
1 ... 6 , 7 , 8 , 9