Kategorie: Wszystkie | biżuteria | haft | pozostałe | szycie
RSS
środa, 31 października 2012

Oooooj daaaawno mnie tu nie było, dawno. Aura nie napawa do jakiejkolwiek aktywności, a do tego zaczęłam podejmować energiczne działania celem założenia sklepu z moimi potworkami, jak również maluję dwa obrazy jednocześnie, z czego jeden ma ponad metr na każdym boku i ma być to pejzaż... nie lubię malować pejzaży i nie mam żadnego doświadczenia z takimi formatami...a ten drugi, to akrylowy portret pewnego faceta... z akrylami jakoś się nie dogaduję a w malowaniu/rysowaniu mężczyzn również niemal nie mam doświadczenia, bo ci co ich mam pod ręką (od pewnego momentu w zastraszającej liczbie: jeden) to się do pozowania tak nadają, jak kozi zad do zostania pewnym instrumentem dętym... przez 5 minut na tyłku bez ruchu nie usiedzą, co jest dobre przy szybkich szkicach, ale o poważniejszych portretach/studiach można pomarzyć. Tyle dobrego że aż RAZ na jednych zajęciach z rysunku nam dali męskiego modela, to rysunki, które wtedy zrobiłam zachomikowałam skrzętnie i jakby co, mam jakąś podkładkę w kwestiach anatomicznych. A swoją drogą, ten portret jak na razie nie wygląda tak bardzo źle... ciekawe, kiedy sknocę...Jakby to wszystko jeszcze nie wskazywało wyraźnie na to, że kiedyś musiałam się galancie w łeb huknąć, wynikiem czego nie działa on zbyt poprawnie, to dodam też, że jednocześnie z malowaniem wyżej wspomnianych tragedii robię biżuterię, jak również pudełka na nią(bo sobie tak wymyśliłam, że będę miała moje własne, najwłaśniejsze pudełka, a nie kupne. To by było zbyt proste przecież) i niedawno skończyłam jedną rzeźbę, a już robię kolejne dwie, i to w parze!

Aaaaaa. I tłumaczę „Dusiołka”. Na angielski.... z moim brakiem talentu do poezji... wzięłam się za tłumaczenie Leśmiana. No wada mózgu, inaczej być nie może. W sumie to już w liceum było wiadomo, nawet w gazetach pisali o „genetycznych wadach mózgu”:> Juli zapewne pamięta, o czym ja tu teraz...

No a przedwczoraj skończyłam kolejny komplet biżuterii :) Następny z masy papierowej, coby od fimo odpocząć i mi wyszedł, moim zdaniem, całkiem fajnie. Okropnie jestem z niego zadowolona, co jest pewnym problemem, bo robiłam go z myślą o sprzedaży, a za każdym razem kiedy zrobię coś, co mi się naprawdę podoba, to mam problem, żeby się z tym rozstać. Jak nikt nie będzie go chciał, nie będę rozpaczać ;P

Komplet składa się z kolczyków, wisiorka i bransoletki

Komplet biżuterii z masy papierowej, malowany farbami akrylowymi i zabezpieczony wodoodpornym werniksem

Bransoletka jest pokaźna, ale obliczona na chudzielca. Z doświadczenia wiem, że jak ma się nadgarstki takie jak moje, to kupienie jakiejkolwiek graniczy z cudem, bo albo różowe w hello kitty czy inny badziew, albo spadają. Komplet robiłam dokładnie taką samą techniką, jak trzy poprzednie. Jak kogo to interesuje, to niechaj poczyta tutaj, bo jak jeszcze będę poszczególne kroki opisywać, to z tego wpisu moloch wyjdzie nieprzeciętny. Znowu.

Bransoletka z masy papierowej, malowana farbami akrylowymi i zabezpieczona wodoodpornym werniksem

O, ze wszystkich czterech stron ujęta...znaczy, cały obwód widać, że się tak wyrażę.

Obwód wewnętrzny to jakieś 16- 17 cm, a wewnętrzna średnica jakieś 5,5. Ścianki mają średnio 1.5 cm grubości, całość wysoka na mniej więcej 3.5 cm. Wszystkie części zestawu pomalowałam akrylami i zabezpieczyłam wodoodpornym lakierem.

Wisiorek z masy papierowej, malowany farbami akrylowymi i zabezpieczony wodoodpornym werniksem

Wisiorek ma średnicę jakichś 5.5 cm i, jak widać na załączonym obrazku, całość składa się z dwóch części. Koralik znajdujący się nad głównym elementem jest wysoki na mniej więcej 1.5 cm. Główna część nie jest idealnie płaska, tylko lekko wyprofilowana- zagina się do środka. Nie jest to może efekt przeze mnie zamierzony, ale akurat tak się złożyło, że dobrze to wygląda, więc trzymajmy się wersji, że to objaw mojego geniuszu był, zostawienie mokrej, dosyć cienkiej warstwy papieru żeby sobie schła, bez żadnego obciążenia;)

Wisiorek z masy papierowej, malowany farbami akrylowymi i zabezpieczony wodoodpornym werniksem

W lekkim zwisie, na nie całkiem ostrym zdjęciu...

Koralik lata sobie luźno na bawełnianym sznurku, na którym całość podynduje. Znaczy lata luźno, dopóki się wisiorka na szyi nie uwiesi, bo wtedy sznurek się, że tak powiem, rozjeżdża i trzyma go w miejscu. Razem ze sznurkiem całość wisi na długość 31 cm.

Kolczyki z masy papierowej, malowane farbami akrylowymi i zabezpieczone wodoodpornym werniksem

Kolczyki mają średnicę 4 cm, a całość z kółkami, ale nie licząc bigli, dynda na długość 5 cm.

Kolczyki były chyba najtrudniejsze do zrobienia, głównie z powodu konieczności odpowiedniego uformowania tych grubaśnych zawijasków. Nie wyszły, oczywiście identyczne, to by było zbyt piękne, ale generalnie nie narzekam na wynik moich starań.

Kolczyki z masy papierowej, malowane farbami akrylowymi i zabezpieczone wodoodpornym werniksem

Były z zadyndnięciu, no to teraz na plask.

Kiedy zabierałam się za ten komplet, wiedziałam dokładnie jakie kształty chcę uzyskać i jakie wzory, ale za to nie miałam pojęcia co do kolorów. W końcu postanowiłam nie kombinować, tylko machnąć je na czerwono, czyli jeden z moich ulubionych kolorów, a wystające elementy pociągnąć złotą farbą. Klasyczny zestaw kolorystyczny, aż do wypęku niemalże. Kiedy już pomalowałam pierwszy kolczyk, doszłam do wniosku, że można by dodać nieco głębi, boki oraz najbardziej wklęsłe (mam nadzieję, że ktoś wie o co mi chodzi, bo dla mnie samej to brzmi idiotycznie;P) części podmalowując farbą karminową. Której na zdjęciach w sumie nie widać.

Ograniczenie się do dwóch właściwie kolorów było chyba dobrym posunięciem przy takiej ilości zawijasków. Uważam, że jakimś cudem udało mi się nie naćkać i nie przekombinować :D

To tyle na razie. A, prace na konkurs złożyłam i teraz czekam nerwowo na rozwiązanie onegoż. Zobaczymy, jak to będzie.

Gardi.



sobota, 20 października 2012

Dlatego właśnie niezbędnym nowym sprzętem okazały sie kuchenne rękawice.

(Z tą właśnie chwilą stara rękawica w liczbie pojedynczej ląduje w śmietniku. Niech odpoczywa w spokoju.)

Z braku lepszych kandydatów, zostały uszyte z granatowej tkaniny nabytej dawno temu w SH za 2,50. Podłożone ociepliną - w roli izolacji, oraz bawełną - w roli podszewki. Dzisiejsi bohaterowie tworzą taką oto całość.

 

Można zauważyć ze nasze dwie gwiazdy są trochę nie do pary. W każdym bądź razie, bliżniaków nie zagrają. :P Formy miały identyczne ale potem doszło do nieoczekiwanego zwrotu akcji. Planowana fabuła się posypała i wyszli kuzyni. Bliscy.

Ponieważ moje poczucie estetyki nie zniosłoby tej rażącej różnicy i całkiem możliwe że doprowadziłoby mnie to do ciężkiej nerwicy, jedna rękawica ląduje u mamy. 

 

Szyjąc te dwa potworki pirwszy raz miałam okazję poćwiczyć pikowanie. Spodobało mi się. :D Jednak póki co dalsza produkcja nie jest planowana. 

Rękawice się sprawdzają. Można w nich śmiało wyjmować zapiekankę z piekarnika i nie trzeba sie chwytać za trzy ścierki naraz.

Ostatni rzut oka 

 

Na koniec donoszę że:

  • Sukienka z motywem wiśni została miesiąc temu skończona,
  • została także wypróbowana, 
  • nieszczęśnica czeka jednak na foty,
  • fotografa brak,
  • modelka zaś ma kompleksy bo od miesiąca łazi zakatarzona.
  • Kolejka szyciowa się wydłuża,
  • wkrótce nowe wpisy.

Pozdrawiam,     Juli :*

18:48, imaginarium-trzech , szycie
Link Komentarze (1) »
czwartek, 04 października 2012

Jak pisałam ostatnio, jedna z grup na deviantarcie prowadzi konkurs i zastanawiam się, czy by czegoś na ten konkurs nie wysłać. Założenia są takie:

  • ma być to coś zrobionego z modeliny

  • tematem jest jesień

  • może być to cokolwiek, figurka, wisiorek, wszystko jedno co, byle na temat i byle z odpowiedniego materiału

  • poza tym są jeszcze wymaganie dotyczące zdjęć, ale to na chwilę obecną nieważne...

  • no i można wysłać dwie rzeczy

Doszłam do wniosku, że zrobię zawieszkę. Zastanawiałam się jeszcze nad kolczykami, jednakże okazało się, że projekt wyglądał bardzo ładnie, ale zrealizować, to ja go nie potrafię ;P

Pomysłów kilka miałam, wykonałam cztery jednak, ponieważ jeden nie wyszedł, mam trzy różne zawieszki i nie wiem, ani którą wybrać, ani czy którąś w ogóle. I tutaj dochodzimy do meritum tego wpisu. Otóż, baaaaardzo bym prosiła tych, którzy to ewentualnie przeczytają i obejrzą, o napisanie w komentarzach, co sądzą na temat tych potworów :). Czy którakolwiek się w ogóle do czegoś nadaje, i która z nich najlepsza. Co prawda, termin zgłaszania prac mija 30 października, więc zawsze jest szansa, że wykoncypuję coś jeszcze i znowu będę truła ;P

Zawieszka nr jeden, o roboczej nazwie „Jesienny zegar” (po raz pierwszy w ogóle nadaję biżuterii tytuły):

wisiorek z fimo i drutu brązowego

Ma średnicę 3,5 cm i, gdyby to kogoś interesowało po co te znaki zodiaku, to informuję, że przedstawiłam w ten sposób cały okres trwania jesieni astronomicznej. W ramce z drutu brązowego, bo wyjątkowo pokochałam takie połączenie materiałów :) Ta zawieszka jest moją osobistą faworytką :)

Zawieszka nr dwa, roboczo nazywana „Pani Jesień”:

wisiorek z fimo

Na żywo wygląda bardzo fajnie, ale zrobienie jej dobrego zdjęcia to jakiś koszmar. Wielkościowo zbliżona do poprzedniej, większa o jakieś dwa milimetry.

I nr trzy, chwilowo bez nazwy ;P

fimo

Najmniejsza, ledwie 2 cm średnicy. Co przedstawia, to chyba widać ;P

Więc tak jak już pisałam, bardzo, bardzo, bardzo prosiłabym o komentarze, wyjątkowo mi na nich przy tym wpisie zależy. Chwilowo więcej ewentualniekonkursowych rzeczy nie mam, ale zawsze mogę po raz kolejny podejść do tych kolczyków, może tym razem wyjdą, to jak coś, to też będę pytała o wrażenia ;P

To taki króciutki wpis dziś, pozdrawiam i już z góry życzę miłego weekendu :)

Gardi