Kategorie: Wszystkie | biżuteria | haft | pozostałe | szycie
RSS
wtorek, 31 lipca 2012

Przyznaję bez bicia i kajam się: nie mam, no nie mam ostatnio weny do pisania, za grosz! Nie chce mi się robić  zdjęć ani wstawiać  wpisów, ale sumienie mnie gryzło okropnie i się przemogłam. I solennie obiecuję, że za kilka dni wstawię kolejne wpisy. Rozleniwiłam się potwornie! Ale jest dla mnie jeszcze jakaś nadzieja: nie odeszła mi wena na tworzenie biżuterii :D Tyle dobrego, przynajmniej. I donoszę jeszcze z radością, że sprzedałam dwie pary kolczyków :D To teraz mogę na poważniej myśleć o wystawianiu swoich prac gdzieś. Cieszę się okropnie.

A w ramach przełamywania blogowego marazmu pokazuję sutaszową zawieszkę z muszelkami znad morza. Zrobiłam ją jakiś czas temu i wreszcie się doczekała publikacji ;P

Tak się prezentuje na płask:

Błękitny sutasz, lapis-lazuli, muszelki, filc

Wisiorek wykonany został, jak widać, z błękitnego sutaszu, muszelek zebranych nad morzem i koralików z lapis-lazuli. Podklejony od tyłu niebieskim filcem. Ma długość niecałych 6 cm. Muszle stawiały pewien opór w kwestii klejenia, ale przemówiłam im do rozsądku i dalsza współpraca z nimi przebiegała bez większych problemów. I z jakichś powodów na zdjęciach wygląda na okropnie zmechaconą, ale nie jest. W planach miałam jeszcze kolczyki do niej, ale jakoś na razie się nie zebrałam do zrobienia ich. W sumie, to nawet nie wiem czemu. Może wreszcie się za nie wezmę, ale czarno to widzę: raz, że ostatnio maltretuję druty z brązu, a dwa, że jak nie maltretuję drutów, to znęcam się nad programem do grafiki wektorowej, co okazało się być okropnie wciągającym zajęciem, i jednym z powodów mojej absencji blogowej;P

A wracając do zawieszki: tak prezentuje się dyndając:

Błękitny sutasz, lapis-lazuli, muszelki, filc

Na zdjęciu potwornie mhhrrrrocznym i ciemnym i true i w ogóle;P

Nawiasem mówiąc, coś mi się wydaje, że strasznie dzisiaj bredzę...

I tak się składa, że w zasadzie, to nie można powiedzieć, żeby była skończona: muszę dokładniej obciachać filc z tyłu, ale gdzieś zapodziałam idealne do tego celu, malutkie nożyczki. A większymi to nie idzie za dobrze.

To tyle na dzisiaj, za parę dni dodam wynik plątania drutów.

Gardi.

sobota, 07 lipca 2012

Eksperymenty na razie na bok, wracam do tego co mi chyba najlepiej wychodzi, czyli fimo. No, to odłożenie eksperymentów takie całkowite nie jest, bo od tygodnia „dziergam” pieczołowicie kolczyk z drucików, ale do skończenia pracy to łohohohohohooooooooo i jeszcze trochę, bo tym razem szarpnęłam się na dość skomplikowany projekt, zwłaszcza z punktu widzenia kogoś początkującego w tej technice. I co by pustek na blogu nie było, to dodaję zawieszkę, którą zrobiłam już dość dawno temu: z fimo w kolorze miedzi, z eksperymentalnym świrlem.

Fimo w kolorze miedzi, masy perłowej, srebra

Z takim świrlem. Na zdjęciu w ogóle wyszły jakieś dziwaczne artefakty, których na żywo ni nu nu nie widać...Jak kłaczki jakieś czy coś...

Jakiś czas temu gdzieś w bogatych zasobach internetu natrafiłam na bloga kobiety, która technikę łączenia kolorów, robienia wałeczków ze wzorami i wiele, wiele innych rzeczy, opanowała do perfekcji. Linka niestety nie podam, bo zapodziałam :( W każdym razie, bo obglądnięciu śliczności jakie pokazywała, koniecznie musiałam spróbować zrobić koraliki z zawijaskiem, tudzież wirkiem, potocznie zwane, po spolszczeniu z angielska, świrlami ( nazwę widziałam z kolei na jakimś forum i bardzo mi się spodobała, to postanowiłam przywłaszczyć;P ) Świrlowałam, i świrlowałam, i świrlowałam... aż skończyłam z kilkunastoma koralikami, z którymi należało coś zrobić. Żeby było zabawniej, to część nadal nie wypieczona leży i czeka na swój wielki dzień, a część wypiekłam, zapominając o takim małym szczególiku, jak zrobienie w nich dziurek... Niedługo się dowiem, jak łatwo/trudno wierci się w wypieczonym fimo :> No a jeden z nich skończył w wisiorku.

Fimo w kolorze miedzi, masy perłowej, srebra

W takim wisiorku

Z którego dumna jestem przeokropnie! Wszystkie ozdobniki na zawieszce są bardzo, bardzo moje: listki, zawijaski, pnącza i nawet mocno uproszczony kwiatek ( to takie obok świrla, jakby ktoś nie widział;P) słowem: wszystko to, co tygryski lubią najbardziej.

Fimo w kolorze miedzi, masy perłowej, srebra

 A tu kolejne zbliżenie na owego świrla, o którym tyle było pisania. Zawieszka wadę ma jedną: jest tyciutka. Jakieś 3 cm długości. Chociaż, w tej kwestii mogę nie zachowywać obiektywizmu, w związku z moim upodobaniem do dosyć dużych dyndadeł :P

Fimo w kolorze miedzi, masy perłowej, srebra

Tak w zwisie, tylko ta fotka pod jakimś dziwnym kontem zrobiona... Dopiero teraz to zauważyłam.

Jest to jedna z bardziej udanych, w moim mniemaniu przynajmniej, rzeczy, jakie do tej pory zrobiłam. W całości z fimo, głównie miedzianego, ale jest też trochę masy perłowej, srebrnego, terakoty i chyba karmelowego, przy czym te ostatnie trzy kolory to w świrlowym kaboszonku.

A na koniec się pochwalę, mając nadzieję, że nie zapeszę: otóż dostałam propozycje kupna niektórych z moich „potworków”. I myślę, że w poniedziałek jakoś tak dowiem się, czy dojdzie to do skutku, czy nie. W każdym razie fajnie, że komuś się podobają na tyle, że ma ochotę za nie zapłacić. Normalnie, biust mi z dumy o trzy numery urósł, nawet jeśli tylko chwilowo:P A tak swoją drogą, w życiu bym nie podejrzewała, że konieczność wyceny pracy własnej może tyle zgryzoty przysporzyć... Zdecydowanie wolę tworzyć, niż wyceniać, bo cholery dostać można przy tej drugiej czynności.

Miłego weekendu życzę czytającym :)

Gardi