Kategorie: Wszystkie | biżuteria | haft | pozostałe | szycie
RSS
sobota, 30 czerwca 2012

   Jak pisałam ostatnio, dotarły do mnie druty z brązu. Nie czekałam specjalnie długo i postanowiłam zaznajomić się z nimi nieco bliżej. Miałam parę różnych pomysłów, ale postanowiłam nie szarżować i zrealizować ten, który wydawał mi się najprostszy. Tym razem nie przekombinowałam, nie przeceniłam swoich możliwości ani nie padłam ofiarą syndromu „wydaje się proste a zrobić to się tego nie da” i w ciągu trzech dni( po paręnaście- parędziesiąt minut dziennie) powstał wisiorek z drzewkiem. Idealny to on nie jest, ale w sumie na żywo prezentuje się nie najgorzej. Już w trakcie pracy okazało się, że wybrałam nie najlepszy sposób na uformowanie „pnia”, ale stwierdziłam, że nie będę rozwalać całej pracy i skoro tak zaczęłam, to tak dokończę.

A tak wygląda wspomniana zawieszka:

brąz, ametysty, cytryny, karneliany

   Zdecydowałam, że nie będę dążyć to idealnie wygłaskanego i wygładzonego wyglądu, bo niezbyt pasowałby do tematu. Miało być nieco chaotycznie, splątanie i zwichrowanie, miało być też widać coś na kształt korzeni i w sumie te założenia osiągnęłam, chociaż z „korzonków” tak do końca zadowolona nie jestem, ale już nie chciało mi się kombinować i obawiałam się, zapewne słusznie, że popsuję sobie całą pracę jak będę nad nimi dziwaczyć. Więc jest, jak jest: drzewo z korzeniami jak u rachitycznej trawy czy innego zielska. Jest również, co raczej widać na zdjęciach, nieco sibnięte w bok, ale to mało ważne. Jak na tyle niedociągnięć (vide chociażby oplot na dolnej części obręczy...) to jestem podejrzanie zadowolona z efektu. Jak na pierwsze drzewko to chyba nie jest jakoś bardzo źle.

   Kamienie to ametysty, karneliany i cytryny, które na zdjęciu wyglądają na właściwie przezroczyste, a w rzeczywistości są żółtawe. Kolor jest bardzo delikatny, ale wyraźny. Początkowo drzewko miało być tylko z ametystami, potem dodałam cytryny a skończyłam dokładając jeszcze karneliany. Fakt, że taka „pstrokatość” mnie nie odrzuca jest dziwniejszy, niż samo to, że w ogóle mi się ten wisiorek podoba;P

brąz, ametysty, cytryny, karneliany

   Średnica zawieszki to jakieś 5,5 cm. Podstawa obręczy wykonana jest z drutu o średnicy bodajże 0,7 mm a oplot z 0,30mm. Szkielet drzewa opiera się na drucie 0,40 mm, oplecionym potem wspomnianym wcześniej 0,3 mm. (Tak do końca średnic nie pamiętam, nie chce mi się lecieć  na górę, żeby sprawdzić...). Na żywo wisiorek wygląda raczej tak, jak na drugim zdjęciu, niż tak jak na pierwszym. Na pierwszej fotce widać jakoś podejrzanie dużo drucików łączących kamyki, w rzeczywistości tak nie jest. I jednak niedociągnięcia w oplocie nie rzucają się w oczy tak bardzo :)

   No i to by było tyle na dziś. Taka zawieszka chodziła za mną już od dłuższego czasu i wreszcie ją zrobiłam i mam. Co, tak na marginesie, zwiększa ilość walającej się wszędzie biżuterii i utwierdza mnie w przekonaniu, że muszę wreszcie wykoncypować coś, w czym będę mogła to wszystko trzymać.

Gardi



czwartek, 21 czerwca 2012

   Uprzedzam lojalnie: będzie dłuuuuuugoooooooo....

   Ostatnio wyjątkowo szalałam z masą papierową, czy jak kto woli, z francuska: papier-mâché, czego wynikiem był pomysł, aby użyć tejże masy do wyrobu biżuterii. Pomysł pęczniał, dojrzewał i nabierał ostatecznych kształtów. W trakcie trwania tego procesu przypomniałam sobie, że jakiś czas temu(raczej dłuższy...) wytłoczyłam kilka arkuszy papieru, ot tak, w ramach zwalczania nudy. Arkusze leżały i czekały na swój wielki dzień... I się doczekały! Doszłam do wniosku, że będą idealnym materiałem biżuteryjnym: są dosyć grube i z całkiem ciekawymi, głębokimi fakturami, a także raczej wytrzymałe. W ciągu półtora tygodnia powstały dwa komplety: naszyjnik + kolczyki, oraz jedna para kolczyków. I bynajmniej nie wykorzystało to limitu moich pomysłów! Mam już rozrysowane kolejne 4(tak! CZTERY!!) projekty.

   Pierwsze, próbne, były wspomniane wyżej „osamotnione” kolczyki. Nie zastanawiałam się specjalnie długo nad ich wyglądem ot, nasmarowałam na kartce pierwsze, co przyszło mi do głowy, dodałam jakieś ornamenty i ogonek z koralików. Dokładnie tak samo potraktowałam sprawę kolorystyki: ponieważ zajęcie poprzedzające pracę nad biżuterią wymagało użycia sporych ilości złotej i karminowej farby, doszłam do wniosku, że mogę użyć tych kolorów również na kolczykach.

masa papierowa, akryl, plakatówka, brąz, elementy posrebrzane

   Wyszło... chyba nie najgorzej. Aparat sobie niezbyt radzi z grą światła na fakturze papieru, ani z metaliczną, złotą farbą. Na żywo kolor złoty ma taki interesujący połysk, a faktura papieru nie dominuje nad całością. Koraliki są również bardziej złote, niż to widać na fotkach. Ponieważ wycinałam je z najmniej udanej kartki i chyba w najcieńszym miejscu tejże, kolczyki od tyłu podkleiłam kilkoma warstwami gazety. Koraliki, ornamenty, a także obramowanie kolczyków wykonałam z ręczników papierowych, namoczonych w klajstrze z wody i mąki. Kiedy klej wysechł, pokryłam kolczyki oraz koraliki jego dodatkowymi, dwiema cienkimi warstwami, dla usztywnienia i lekkiego wygładzenia całości. Po wyschnięciu wszystkich elementów zagruntowałam je podwójnie( wreszcie nabyłam gesso! I mogę malować na tym ogromnym podobraziu!W sumie małe ma to znaczenie dla biżuterii, ale mogę się publicznie ucieszyć;P). Następnie pomalowałam je karminową farbą akrylową i metalicznie złotą plakatówką. Kolczyki wykończyłam dwiema(albo trzema, nie jestem pewna) warstwami akrylowego lakieru w spreju, który jest podobno wodoodporny i mam nadzieję, że zda egzamin. Niby na próbnym kawałku papieru działał, jak powinien, ale gdzie pokropywanie przeze mnie wodą, a gdzie tutejsze ulewy...

masa papierowa, akryl, plakatówka, brąz, elementy posrebrzanemasa papierowa, akryl, plakatówka, brąz, elementy posrebrzane

Kolczyki są leciuteńkie i mają ok. 7 cm długości (bez bigli). I tak przy okazji znowu się okazało, że ten aparat koloru czerwonego w żadnej postaci nie lubi.. Karmin jakiś taki podejrzanie ciepły wyszedł... Z tyłu namalowałam podobne wzory, jak z przodu. A dokładniej, to na jednym pomiędzy zawijaskami jest romb, a na drugim taki sam węzeł, co na przedzie. Nie wiem, czemu tak:P

   Drugim podejściem do masy papierowej jako materiału na biżuterię był czarno-srebrny komplet inspirowany symbolami słowiańskimi. Tak więc, kolczyki składają się z dwóch połączonych lunuli, a naszyjnik to duży półksiężyc pokryty typowymi dla słowiańszczyzny wzorami(no dobra, może poza potrójną boginią, która jest współczesna), zawieszony na potrójnych sznurach koralików.

masa papierowa, akryl, plakatówka, brąz, elementy posrebrzane

 Kolczyki, oraz główny element naszyjnika podkleiłam z tyłu warstwami gazety, tak jak to miało miejsce w przypadku karminowych kolczyków. Kolczyki do motywów słowiańskich nawiązują w sumie głównie kształtem części( do bólu typowe lunule), wzorki na nich to moje prywatne widzimisię. Tył tym razem nie kryje żadnych niespodzianek, pomalowany jest po prostu na czarno.

masa papierowa, akryl, plakatówka, brąz, elementy posrebrzane

Poza biglami, wszystko wykonałam własnoręcznie, także łańcuszki łączące półksiężyce. Ozdobne kuleczki, tworzące rozetki w centrum każdej lunuli wykonałam tak samo, jak koraliki i ornamenty na karminowo-złotych.

masa papierowa, akryl, plakatówka, brąz, elementy posrebrzanemasa papierowa, akryl, plakatówka, brąz, elementy posrebrzane

Ich długość bez bigli to 6 cm.

   Jedyną "nowością produkcyjną”, jaką wprowadziłam przy pracy nad naszyjnikiem, był sposób w jaki zrobiłam koraliki: te drobne, tworzące sznury powstały tak: owinęłam wykałaczki gazetowym paskiem, następnie owinęłam to taśmą maskującą, na którą przykleiłam, klajstrem z mąki, kolejną warstwę gazety, a gdy ta wyschła, przykleiłam na wierzch warstwę ręcznika papierowego. Dalej postępowałam tak, jak to opisałam wyżej. Podobnie było z dużymi koralikami, tylko warstwa gazety jest grubsza i nie ma warstwy ręcznika.

masa papierowa, akryl, plakatówka, brąz, elementy posrebrzane

Tak się prezentuje toto na szyi... Zastanawiał się ktoś kiedyś, jak trudno jest zrobić sobie samemu zdjęcia ważącą 600 g lustrzanką? Jeśli tak, to macie odpowiedź: okropnie trudno i trzeba się nakombinować... bo fakt istnienia samowyzwalacza nie gwarantuje wcale, że zdejmie się akurat ten kawałek siebie, o który chodziło;P I tak, wiem, okropnie mi sterczą obojczyki, ale nie one są przedmiotem sprawy...także.. pominąć je, pominąć:P

masa papierowa, akryl, plakatówka, brąz, elementy posrebrzane

 Naszyjnik jest w 100% moim wyłącznym tworem łącznie z zapięciem. No i znowu, ten sam problem, co przy karminowych... srebrna farba ma połysk, który gdzieś w trakcie fotografowania zniknął... na żywo go widać dokładnie...jest delikatny, ale jest. Całość dosyć krótka- od szczytu zakończenia, do najbardziej wysuniętego w dół punktu na centralnym elemencie licząc, ma 23 cm długości, czyli łącznie, od zapięcia do zapięcia: 48cm.

   I tym sposobem dochodzimy do ostatniego (jak na razie) biżuteryjnego wydania masy papierowej. Kolejny komplet, srebrno-czarny, z dodatkiem plażowych kamyczków. Inspirowany, dosyć mocno nie tyle ornamentyką, co konkretnie biżuterią słowiańską, wczesnośredniowieczną ( mam na tym punkcie małe skrzywienie...chyba widać?) Pogapiłam się, pomyślałam, pokombinowałam i wyszło tak:

masa papierowa, akryl, plakatówka, brąz, elementy posrebrzane

Na kolczykach i okrągłej części naszyjnika użyłam mniej więcej okrągłych, czerwonawych (w brew pozorom) kamyków, a na podłużnych elementach: czarnych. Tym razem nie usztywniałam niczego warstwami gazety z prostych względów: wycinałam je w ogóle z grubszego miejsca na arkuszu, a do tego na kolczykach i środkowym fragmencie naszyjnika jest ponaklejane tyle różnych dodatków, że same z siebie doskonale usztywniają całość. Ma to także zastosowanie, chociaż w mniejszym stopniu, przy prostokątach.

masa papierowa, akryl, plakatówka, brąz, elementy posrebrzane

 Nie cudowałam: kuleczki i obramowania zrobiłam z ręczników papierowych, z tyłu kolczyki pomalowane są na jednolity, czarny kolor.

masa papierowa, akryl, plakatówka, brąz, elementy posrebrzanemasa papierowa, akryl, plakatówka, brąz, elementy posrebrzane

Mają średnicę jakichś 5 cm. Są najcięższą z trzech par, ale nadal całkiem lekkie, jak na ten rozmiar, użycie kamieni i tyle elementów. Ucha nie urywają. Ten, w którym użyłam większego kamyka jest nieco cięższy, ale bez przesady. Na żywo prezentują się lepiej. Jestem z nich nieznośnie zadowolona :D

   W naszyjniku znowu koraliki zrobiłam nieco inaczej, niż poprzednio: zawijałam we fragmenty gazety najróżniejsze ścinki, nadawałam im pożądany kształt i owijałam taśmą, a następnie naklejałam kolejną warstwę gazety. Potem wywiercałam otworki. Następnie gruntowanie, malowanie i lakierowanie. I już. Całkiem mi ten sposób podszedł, bo najmniej pracochłonny ze wszystkich. Wymaga najmniej schnięcia pomiędzy poszczególnymi etapami. Koraliki nie są jednolicie czarne, chociaż tak to może na fotkach wyglądać: mają delikatne srebrne smugi. Naszyjnik znowu jest w całości mój :) Nieco dłuższy niż poprzedni: 28 cm (od zapięcia do zapięcia: 56cm) Aha, „wałeczki” towarzyszące kamieniom(i na kolczykach i na naszyjniku) są delikatnie pociągnięte złotą farbą. Kolor jest bardzo subtelny, ale widoczny, a efekt wyszedł ciekawy, chociaż trochę się bałam, czy sobie pracy dokumentnie nie skopię. Zaryzykowałam i okazało się, że było warto. Piszę o tym, bo jest to kolejna rzecz, której nie udało mi się odpowiednio uchwycić aparatem... niby widać, ale inaczej niż w rzeczywistości.

masa papierowa, akryl, plakatówka, brąz

A tak na kimś ( czyli na mnie, niestety nikogo innego w domu nie było i musiałam samej sobie modelować. Mam w planach zrobienie popiersia, coby łatwiej było różne dyndulce naszyjne pokazywać, ale no właśnie... w planach.) Spodnia strona jest czarna, tak samo zresztą jest w przypadku poprzedniego. No i z ostatniego kompletu jestem najbardziej zadowolona, tym bardziej, że na żywo zdecydowanie zyskuje w porównaniu ze zdjęciami.

I w zwisie swobodnym, żeby lepiej pokazać wzorki.

masa papierowa, akryl, plakatówka, brąz

    Uffff...to był dłuuugi wpis. Ale szczęśliwie dobrnęłam do końca( mam nadzieję, że nie tylko ja:P) Muszę powiedzieć, że bardzo spodobało mi się użycie papieru i pewnie jeszcze coś w tej technice zrobię :) Gdyby tylko nie było to takie pracochłonne...O, a skoro przy technikach jestem, to się jeszcze pochwalę, że w tamtym tygodniu przyszły do mnie druciki brązowe, w związku z czym mogę z powrotem podjąć próby zrobienia jakichś wrapków, bo co drut brązowy, to nie srebrny, przy którym utrata choćby najmniejszego fragmentu przyprawia mnie o palpitacje...

Gardi

PS

I wiem, zdjęcia nie najlepsze, ale już mi się wojować z nimi nie chciało.



sobota, 16 czerwca 2012

Znów się nie uczę :D Sesja jest do bani!!

Ach jak to miło porzucic obowiązki i oddać się przyjemności, gdy pogoda taka piękna. Tak piękna, że powinnam mieć wakacje. Zrobiłam je sobie więc. W ramach wakacyjnej rozrywki uszyłam próbną kopertówkę. Czemu próbną? Bo to moja pierwsza :D

Nie spodziewałam się że wyjdzie tak dobrze - jak na pierwszy raz.

 

Mała kopertówka w promieniach pięknego dzisiejszego słoneczka.
Słoneczko nie jest jednak łaskawe i widać wszystkie królicze kłaczki, które próbowałam bezsilnie odkurzyć.

Kopertówka jest wykonana z czarnej, dość masywnej bawełny. W środku wykończona czerwoną podszewką wiskozową w małe rąby. W środku ma jedną kieszonkę. Zapinana jest na napę. Jest formatu A5, ma 23 cm szerokości i 17 cm wysokości.

Torebeczka w środku :D

Mój portfel jest w porównaniu do niej wielgachny. 

 

A tu widać moją nową metkę.
To druga wersja tych poprzednich. Chyba mi się bardziej podoba.

 Oczywiscie musiało się zdarzyć jakieś potknięcie, normalka. Zapomniałam wszyć napy przed zszyciem całości. Teraz widac czycie od górnej części napy, to od drugiej jest w środku więc nie widać, ale jednak JEST. Strasznie mnie to irytuje...

 Miałam też mały problem z usztywnieniem. Torebeczka okazała się zbyt wiotka. Jednak pomodziłam i wcisnęłam w środek jeszcze jedno usztywnienie. Obecnie jest znośna.

 

Ślad po przyszyciu napy spróbowałam zakryć taką oto ozdobą z tiulu i tasiemki.
Nie jestem jednak do niej przekonana. Chyba ją odpruję...

Posumowując: mam nową torebkę, ukradziony dzień wakacji, cieszę się bo wypoczywam, mam jeszcze tylko nadzieję że Polacy wygrają!! Trzymamy kciuki jedną reką a gustowne torebki drugą. :D

Juli 

17:50, imaginarium-trzech , pozostałe
Link Komentarze (3) »
czwartek, 07 czerwca 2012

Jestem przeszęśliwa!! W końcu mam metki! Oczywiście nie muszę mówić jakie są cudowne. :D

 

W całym tym zgiełku i nawale pracy pozwoliłam sobie na chwilę wytchnienia przed długim i niestety wyjątkowo pracowitym weekendem. A to wszystko dzięki temu, że w końcu udało mi się kupić papier termoaktywny. Nie byłoby to takie trudne gdybym od razu udała się do sklepu komputerowego. Ja oczywiście, musiałam obejść wszystkie znane mi papiernicze w mieście, gdzie panie robiły wielkie oczy na słowo "termoaktywny". 

"A co to?!"

"Taki papier do przenoszenia druków na tkaninę" 

"Ach, no to nie słyszeliśmy." ewentualnie "Przykro mi, niestety nie mamy."

Nie ma tego złego - papier w końcu zdobyłam. Przystąpiłam do wytwarzania tych małych cudeniek. W czasie pracy korzystałam z tutorialu  Longredthread.   

 

Na początek wydrukowałam kilka metek.

Resztę wykorzystam kiedy już wymyślę ładniejszy wzór.

Po zmaganiach z dobraniem temperatury żelazka (bo oczywiście zapomniałam zapytać jaką temperaturą traktuje się ten papier) uzyskałam takie efekty.

 

Metki zostały wykonane na tasiemkach bawełnianych o szerokości 1 cm oraz 1,5 cm.

Czyż nie są piękne?! 

 

 W ramach dalszej zabawy zrealizowałam moje breloczkowe pomysły! Słodko i w letnim nastroju. Na dodatek soczyście kolorowo :D

 

 Smacznie pozdrawiam :*

Juli