Kategorie: Wszystkie | biżuteria | haft | pozostałe | szycie
RSS
wtorek, 29 maja 2012

   Trochę mnie nie było. Do tego zajęłam się różnymi dziwnymi rzeczami, w związku z czym przez ostatnie 3 tygodnie zrobiłam tylko jeden kolczyk, a i to nawet nie skończony. Ale, żeby udowodnić , że jeszcze żyję i dycham, to pokażę dziś dwie pary kolczyków, które zrobiłam jakiś czas temu. W jakoś w Listopadzie, żeby być bardziej dokładną. I przy okazji wykazałam się wtedy sprytem niezwykłym ;P Otóż, jedna para miała być prezentem gwiazdkowym dla mojej siostry, a ponieważ nie wiedziałam, którą dać, to przesłałam jej fotki w celu niby to „chwalenia się ostatnimi osiągnięciami”. I uniknęłam groźby podarowania nietrafionego prezentu:P

   Jedna para zainspirowana była uwielbieniem rzeczonej siostry dla postaci Arweny z Władcy pierścieni. I zdecydowałam, że zrobię z fimo w kolorze masy perłowej kolczyki w kształcie Gwiazdy Wieczornej z filmu ( tego wisiorka, który dostał od niej Aragorn, jakby ktoś się nie orientował. I mimo, że czytałam wszystkie trzy tomy po dziesięć razy jak nie więcej, to za diabła nie pamiętam, czy wisiorek w książce się pojawia w ogóle, no ale mniejsza o to;P)

fimo, cytryny, posrebrzane biglefimo, cytryny, posrebrzane bigle

Fimo ożywiłam dodatkiem cytrynów. Ogólnie rzecz ujmując, jestem z nich całkiem zadowolona. Tylko trudno się je fotografuje, bo bez lampy jakieś ciemne wychodzą, a z lampą całe w rozbłyskach i nic nie widać. Mają 5 cm długości, bez bigli.

    Przy pracy nad drugą parą, którą z resztą siostra wybrała( bo dłuższe;P), kierowałam się jej upodobaniem do długich, dyndających kolczyków i koloru niebieskiego.

fimo, ametysty, elementy posrebrzanefimo, ametysty, elementy posrebrzane

No i oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie wcisnęła listków i zawijasków, do których mam słabość. „Zwis ozdobny” składa się z ametystów, kulki z mieszanki fimo o kolorze srebrnym i ultramaryny i elementu w kształcie pik (pika? Piku? ), możliwe, że posrebrzanego, ale tak naprawdę to nie mam pojęcia z czego to. Całość zawieszona na posrebrzanych biglach. Lepszych zdjęć nie dodam, bo kolczyki za daleko, żebym mogła je w najbliższym czasie dopaść celem poprawienia materiału fotograficznego :P Mają mniej więcej 8-9 cm długości, dokładnie nie podam, bo ich nie mierzyłam. Mogę ewentualnie siostrę zagonić do mierzenia, ale nie wiem czy się nie znarowi:P

 Z obu par jestem zadowolona, chociaż z niebieskich chyba bardziej. Takie bardziej w moim stylu ;P

    No i to by było tyle na dziś. Może wreszcie uda mi się skończyć ten nieszczęsny kolczyk i zrobić drugi... Chociaż ostatnio mnie na rzeźbienie naszło, co źle wróży biżuterii...

Gardi

środa, 16 maja 2012

W zeszły weekend odbył się zlot forum e-krawiectwo, w którym miałam ogromną przyjemnośc wziąć udział. Główną część zlotu stanowiły warsztaty z Łódzkiej Strimie.

 

Było niesamowicie ciekawie! Na dodatek poznałam osoby z pasją i kochające szycie. Forumowiczki i niespodziankowy forumek są bardzo sympatyczni. Socjalizowaliśmy się na niezapomnianej wieczornej imprezie. :D Mimo to następnego dnia rano wszyscy dzielnie stawili się na drugą turę warsztatów.  

Świetnie się bawiłam i na dodatek nauczyłam się konstruować tunikę!! Była to moja pierwsza przygoda z konstrukcją.  Dla powątpiewających - Tak, tunika się udała.  :D Z radością wykończyłam ją na overlocku. Kożystałam z overloka domowego i przemysłowego! To drugie uważam za mały wyczyn jak na takiego zieleńca jak ja. :D  Choć pierwszy raz szyłam na takich maszynach, ze zdziwieniem stwierdzam że to wcale nie takie trudne. Obiecałam sobie że kiedyś takie szyjące cudo zagości w moim domu.

Uczetniczyliśmy też w lekcji prasowania i dowiedzieliśmy się sporo o problemach z maszynami. Chciałam więc, serdecznie podziękować załodze Strimy za wspaniałe warsztaty, cierpliwość, życzliwość i mile spędzony czas.

 o prasowaniu opowiadał nam Pan Andrzej

zaś Pan Janusz wkładał nam do głowy wiedzę o maszynach do szycia

 

 

lekcja konstrukcji z Panią Lilianą

Na koniec spotkania zrobiliśmy sobie wspólna fotkę w nowiuśkich tunikach. Jak się już obfotografuję to zamieszczę fotki mojej bluzeczki. :D

 

 zdjęcia z warsztatów wykonały nasze przemiłe fotografki Susanna i MonikaMagdalena

 

W sklepie strimy kupiłam sobie kilka niezbędnych drobiazgów. Super zabawny centymetr z magnesikiem, igły, za którymi tęskniłam już od miesiąca i kredki. :)  

 

Muszę wspomnieć również, że otrzymaliśmy przemiłe niespodzianki! Upominek od forum oraz różne drobiazgi od hurtowni Polimex. Najszczęśliwsza jestem z zatrzasków! Akurat ich potrzebowałam. :)

Żal było mi wracać do codzienności po tak wspaniałym weekendzie, ale niestety w domu czekało na mnie znienawidzone sprawko do wykonania. W taki oto sposób zostałam brutalnie ściągnięta na ziemię. :P

 Pozdrawiam, Juli

11:32, imaginarium-trzech , pozostałe
Link Komentarze (3) »
piątek, 11 maja 2012

   Jakiś (dłuższy już) czas temu naszło mnie na makramową bransoletkę, w związku z czym odkopałam bawełniane, woskowane sznurki. Zrobienie bransoletki nie trwało jakoś specjalnie długo, sznurki walały się na widoku, powodując niebezpieczny przypływ różnych, dziwnych czasem, pomysłów. Jak również natrętne plątanie węzłów na tychże sznurkach. W ten właśnie sposób wpadłam na pomysł połączenia ich z sutaszem ( w końcu to i to sznurek) oraz fimo. Połączenie zostało dokonane i zaowocowało kolczykami. I muszę przyznać, że jestem całkiem zadowolona z efektu :D

fimo, sutasz czerwony, czarny sznurek bawełniany, farby do szkła

Kolczyki wykonałam z czerwonego sutaszu, czarnego, woskowanego sznurka bawełnianego, czarnych szklanych koralików, fimo w kolorze masy perłowej oraz karminowej farby do szkła i ceramiki. No i posrebrzanych biglów (bigli?), oczywiście.

   Swoją drogą, w trakcie pracy nad nimi dokonałam kolejnego eksperymentu na Fimo. Mianowicie, masę tę utwardza się w temperaturze 130 stopni, natomiast farba, której użyłam krystalizuje się OD 150. Po uformowaniu elementów, pomalowałam je farbą i wsadziłam do pieca, na zwyczajowe pół godziny. Ostatnie 10/15 minut spędziły jednak w temperaturze o przeszło 20 stopni wyższej, niż zalecana przez producenta, w związku z czym zafundowałam sobie kolejną sesję nerwowego krążenia dookoła pieca i „cochwilowego” zaglądania do środka. Szczęśliwie eksperyment zakończył się pomyślnie, masie nic się nie stało, utwardziła się normalnie i bez ekscesów. Okazało się jednak, że księżyce wyszły trochę za głębokie tak, że farba wsiąkła w głąb masy. Konieczne okazało się pomalowanie ich jeszcze raz i...no właśnie. Skoro się pomalowało, to wypadałoby to teraz jakoś skrystalizować. Poczekałam, aż farba wyschnie i hajda, na kolejne 10/15 minut do pieca. Fimo dzielnie zniosło takie traktowanie, aczkolwiek muszę przyznać, że przez chwilę po wyjęciu kaboszonków(bo koraliki to to nie są) czułam się mocno niepewnie, gdyż okazały się jakieś takie... miękkie. Na szczęście stwardniały ponownie po całkowitym ostudzeniu. Uffffff!!

Kolczyki podklejone są od tyłu czarnym filcem, tym razem również zamierzenie.

fimo, sutasz czerwony, czarny sznurek bawełniany, farby do szkła, koraliki

   Ale, nie mogłoby być tak dobrze, żebym sobie nie skomplikowała życia, prawda? A więc, ponieważ projekt wydawał się prościutki i bezproblemowy w realizacji, to wymyśliłam sobie dziurę w centralnym elemencie. No, a skoro dziura w kaboszonie, to wypadałoby zrobić ją także w filcu... dwa razy na jeden koczyk! Raz w „podkładzie”, do którego przyklejałam fimo i przyszywałam pierwszą warstwę sutaszu, a drugi w filcu „wykończeniowym”, ukrywającym wszelkie pęczki i takie tam. Cokolwiek upierdliwa robota.

fimo, sutasz czerwony, czarny sznurek bawełniany, farby do szkła, koraliki

   Zdjęcie robione chwilę po podklejeniu, dlatego klej wyłazi;P

   Sznurek otaczający główny element kolczyka zaplotłam splotem łańcuszkowym ( który uwielbiam:D), natomiast „kulki”, na których trzyma się cała reszta, i do których przyczepione są bigle powstały wskutek zaplatania na kawałku sznurka węzłów płaskich jeden, na drugim i przepleceniu końcówki sznurka przez węzeł powstały jako pierwszy. Tak szczerze powiedziawszy, to od jednej takiej kulki w ogóle wyszedł cały pomysł na takie, a nie inne kolczyki. Dzięki użyciu woskowanego sznurka, mogłam w końcu(!) połączyć moje ulubione kolory i uzyskać ubóstwiany przeze mnie kontrast między czernią a czerwienią. I jest to jeden z głównych powodów wspomnianego wyżej  zadowolenia:D Tak parafrazując znane powiedzenie: „Jak się nie ma czarnego sutaszu, to się ma sznurek bawełniany”!

   I tylko jedno jest łyżką dziegciu w tej beczce miodu....tak mnie to zastanawia...czy mi się kiedykolwiek uda zrobić cokolwiek symetrycznego??Hmmmm???? W tej kwestii jestem, niestety, beznadziejna... Czy to chodzi o robienie kolczyków, rysowanie, wycinanie czy cokolwiek innego... Symetria i proste linie zdecydowanie nie leżą w mojej naturze, najwyraźniej :P

 

Gardi



środa, 09 maja 2012

Z duuuuużym opóźnieniem spowodowanym wieloma czynnikami prezentuję:

Moją prawie nową DUŻĄ torbę. Mieści ona A4 i masę niepotrzebnych gratów niezbędnych w każdej damskiej torebce.

 

Towarzyszy mi już od prawie miesiąca i doskonale się sprawdza. Z założenia miała odganiać pecha, strasząc go czarnym kociskiem. Jednak jestem człowiekiem wrednym i nie lubię kotów, ogłaszam więc - wszem i wobec - że na mojej torbie widnieje PUMA!! :D

Torba została wykonana z granatowego bawełnianego płótna, podklejonego najgrubszą, dostepną w pobliskiej pasmanterii flizeliną. Podszewkę ma z błękintego ortalionu, co ma zapobiec ewentualnemu przeciekaniu deszczówki.

 

Jest poręczna i ma aż 4 kieszenie. W środku dwie małe - na klamoty, dużą na rzep - na netbooka oraz zwenętrzną - w moim przypadku na chusteczki.

 

 

 Na ostatek bałagan jaki posiadam :D

Również wykonałam go sama samiuteńka.

Pozdrawiam Juli

KONIEC :* 

Tagi: szycie torba
21:43, imaginarium-trzech , szycie
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 03 maja 2012

   Jakiś czas temu pisałam o tym, że naszło mnie na eksperymentowanie z fimo. Wreszcie zabrałam się za wykańczanie tych doświadczalnych fimowców. Na pierwszy ogień: pierścionki. Sztuk: trzy. Dlaczego nazywam te pierścionki eksperymentem? Przecież nie jest to jakiś nowy wynalazek, prawda? Ano, nie jest. Ale, po pierwsze: są to pierwsze pierścionki jakie kiedykolwiek zrobiłam, po drugie: nie posiadam mandryli ani pierścieni mierniczych, więc od razu zabawa z formowaniem obrączek zrobiła się o parę nieb ciekawsza, po trzecie i ostatnie: kombinowałam ze sposobami osadzania kamyczków, z formą (w jednym przypadku) i, tak przy okazji, z robieniem i użyciem, pałeczek ze wzorem. Dumna z tych pierścionków jestem niemożebnie, nie ze względu na ich wygląd, bynajmniej , a na fakt, że udało mi się uzyskać odpowiedni rozmiar :D

Tak prezentuje się owa trójca:

fimo, onyks

Miałam okropny problem ze sfotografowaniem ich, nie bardzo wiem, czemu. Albo zdjęcia były niewyraźne, albo jakieś głupawe odbłyski mi wyskakiwały, albo pierścionki nie były do siebie w ogóle podobne, zwłaszcza ten z prawej strony:/. Koszmar. Na żywo prezentują się lepiej.

   W zastępstwie za mandrylę występowały: drucik miedziany, marker i moje własne, osobiste palce. Najpierw dość luźno owijałam palec w najszerszym miejscu drucikiem, potem tenże formowałam w okrąg na markerze, który szczęśliwie ma tylko nieco większą od moich palców średnicę, a następnie sprawdzałam rozmiar po raz kolejny zakładając cieniutką miedzianą obrączkę na palec. A następnie oblepiałam masą. Zabawy z tym, żeby uzyskać odpowiedni rozmiar pierścionka i jednocześnie odpowiednio grubą i szeroką obrączkę miałam, proszę ja was, od groma i jeszcze trochę. Najgorzej było przy pierwszym podejściu, zwłaszcza, że po uzyskaniu odpowiedniego rozmiaru, oblepiłam pierścionek plastrami wałeczka ze wzorem. Który uprzednio sama wykonałam, oczywiście. Dodanie kolejnej warstwy pogrubiło obrączkę, więc musiałam znowu formować, odcinać nadmiar i tak dalej, i tak dalej.

fimo, onyksfimo, onyks

 Ostatnim krokiem było osadzenie kaboszonu onyksowego. Wyszło niezgorzej, tylko obrączka nadal jest nieco za gruba. No i od środka już niepoobklejany.

   Podejście drugie było bardziej udane, obrączka zupełnie nie przeszkadza i jest nawet prawie okrągła w przekroju ;P Tylko osadzenie onyksu okazało się być trudniejsze, bo wzięło mnie na udziwnianie. Pomęczyłam się, pomarudziłam i dałam radę ;P Wyszło całkiem fajnie

fimo, onyksfimo, onyks

Poza tym, że jest jakiś okropnie niefotogeniczny, jak zresztą i cała reszta, to wszystko z nim w porządku. Na żywo jest ładny:P Od boku wygląda trochę tak, jakby kaboszon był zżerany przez jakąś ośmiornicę, czy inną kałamarnicę. No chyba, że to tylko moje biologiczne skrzywienie wyłazi:P

   Trzeci, i ostatni, nie zawiera w sobie niczego poza fimo ( no, nie licząc drutu w obrączce) i jest chyba najlepiej dopasowany i ma obrączkę najcieńszą. O idealnie okrągłym przekroju, więc dumna jestem niesłychanie. Element dekoracyjny nie wyszedł do końca tak, jak chciałam, bo przekombinowałam w projekcie, ale dziwię się, że wyszedł w ogóle. Tzn, że się nie pogiął jakoś znacznie w trakcie wypiekania ani nic.

fimo srebrnefimo srebrne

Pozbawiony wad oczywiście nie jest, a jedna z największych to prześwitujący w jednym miejscu drucik. Widać to szczególnie dobrze na zdjęciach, na żywo trzeba by się mocno przyglądać i wiedzieć, gdzie patrzeć, więc snu mi to z powiek nie spędza. No i okazało się, że miotanie pierścionkiem po podłodze nie jest wskazane, a nawet wysoko niezalecane i kończy się odpadaniem zawijasków, które następnie trzeba przyklejać, co w efekcie prowadzi do tego, że wspomniane siedzą nieco krzywo, a już zwłaszcza jeden z nich. Wyzwaniem okazało się także wyszlifowanie wszelkich zakamarków, więc nie jest idealnie.

A tak prezentują się na moich chudych rękach ( nie zwracać uwagi na paznokcie zmasakrowane w trakcie pracy nad poprzednio opisaną bransoletką;P)

fimo, onyks

Uważam, że założone dużo zyskują. Na pewno na palcach wyglądają lepiej, niż pozostawione same sobie.

Daleko im do perfekcji, nawet bardzo daleko,  ale mimo wszystko, uważam eksperyment za udany.

Gardi

PS

Przepraszam za te zdjęcia, ale naprawdę.... po trzech sesjach zdjęciowych i dwóch sesjach obróbkowych już mi się nie chce z nimi walczyć. Lepiej nie będzie.